• Instagram
  • wszystko co kreatywne!

    Strony

    TORONTO... KULINARNA STRONA MIASTA


    I oto wróciłam z wakacji... po raz 9 odwiedziłam Toronto, miasto które wbrew ogólnie panującej nudzie potrafi mnie jeszcze pozytywnie zaskoczyć.
    Dziś wycieczka po nowych i starych miejscach, niewątpliwie kojarzących się z jednymi z moich ulubionych zajęć: jedzeniem i piciem herbaty:)

    Herbata, tylko tam niekiedy kelnerki dziwnie na mnie patrzą, gdy z całą stanowczością potwierdzam chęć wypicia tego cudownego nektaru, a dla mnie panaceum na wszystkie dolegliwości, z cytryną. Nie rusza mnie to za bardzo, najważniejsza jest moja satysfakcja. Niemniej jednak, kiedy ostatnio zamiast cytryny podano mi chemiczne coś, co miałoby przypominać sok z cytryny, zmuszona byłam do podkradnięcia Mojej Drugiej Połówce niewykorzystanego do kawy mleka i ku mojemu zdziwieniu musiałam stwierdzić, że bawarka w Toronto smakuje tak samo dobrze jak ta w Dyni w Krakowie (czy to miejsce jeszcze istnieje?)


    A oto CHURROS z dulce de leche:) Czyli słodkie, słodkie, bardzo słodkie... 
    Ale pyszne, cukier trzeszczy w zębach, bo są w nim otoczone, a ja tego nie znoszę, 
    ale dla nich zawsze robię wyjątek. To takie nasze pączki, tak z grubsza do czegoś przyrównując.
    Trzeba spróbować z budki na Kensington Market, smażone przez rodowitego Meksykanina.



    Codziennie wcześnie rano moje śniadanko nr.1, 
    czyli herbata brzoskwiniowa bez której obejść się nie mogę, a do tego:
    jogurt naturalny, nie, nie 0%, rodzynki i kanadyjskie prawie pełnoziarniste płatki śniadaniowe.
    Dlaczego prawie? Bo w Kanadzie wszystko jest 'prawie':
    prawie ci ktoś udzieli informacji i będzie ona prawie dobra
    prawie ci ktoś pomoże
    autobus dojedzie prawie do celu, no chyba że kierowca postanowi inaczej
    prawie wszyscy są dla siebie uprzejmi, za wyjątkiem kierowców komunikacji miejskiej, bo oni prawie zawsze są nieuprzejmi
    prawie zawsze trzeba sobie doliczyć w myślach 13% podatku do ceny podanej na produkcie jeśli chce się wiedzieć ile tak naprawdę się zapłaci,
    itd...

    No ale co dalej? To są moje ulubione miejsca rozkoszy jedzenia:


    TRATTORIA
    Prawie włoski wystrój, cudowna,  prawdziwa i aromatyczna kuchnia włoska.
    Odkryta przez przypadek, w centrum handlowym Eaton Center. Wspaniałe zapachy, cudowne smaki i kelnerzy jak modele, to nie żart:)








    FIONN MacCOOL'S
    Ten irlandzki pub znam i lubię od 2008r. Mają fajną atmosferę i serwują pyszne irlandzkie potrawy z lekka nutką kanadyjską. Warto spróbować wyśmienitych pieczonych mięs i tradycyjnych piw prosto z zielonej Irlandii. Tym razem  skusiłam się na burgera z homarem i był pysznyyyy:) Na stole obowiązkowo Guinness 



    NADEGE
    To zdecydowanie moje ulubione miejsce w Toronto, na ulicy Queen St., która jest moja ulubioną, na przeciwko ThePaperPlace, gdzie zawsze kupuję japoński papier.
    Cudowne słodycze, wspaniała herbatka i ponoć najlepsze cappuccino w mieście.
    Chociaż mami im za złe, że nie dbają o detale: każdy wie, że Sacher jest z marmoladą morelową, a nie z wiśniową, bo to cecha tortu szwardzwaldzkiego. Nie można mieć jednak wszystkiego.





     I koniecznie coś na później:)



    Warte są też polecenia miejsca dopiero przez nas odkryte:

    RUSTIC CAFFE
    Bardzo niepozornie wyglądające z zewnątrz miejsce, zawsze pełne i z pięknym rustykalnym sufitem. 
    Z przyjemnością jadałam tam inspirujące śniadania nr.2 nie takim wczesnym porankiem:)



    Jajka po benedyktyńsku na grzance z serem Brie i grillowanymi warzywami 
    pod sosem holenderskim, domowymi frytkami i rukolą.
    To było PYSZNE!....
    dlatego kilka dni później zrobiłam swoją wersję w domu:



    KA CHI
    Mała, ukryta restauracja koreańska przy Kensington Market. Zostałam tam zaproszona przez 
    Moją Drugą Połówkę na drugi dzień po hucznym świętowaniu meksykańskiego Dnia Niepodległości. Zastanawiające:) Nie, oczywiste, po prostu restauracja wpadła na genialny pomysł zestawu antykacowego, ostra zupa- identyczna z meksykańską- z kilogramem mięsa i do tego Corona:) No czego tu chcieć więcej:) 


    Aha, i jeszcze mnóstwo tych miseczek na około z niewiadomą zawartością. Nigdy nie pytam co w nich jest, bo pewnie bym nie skosztowała, a tak to w nieświadomości mogę bez uprzedzeń stwierdzić czy mi coś smakuje, czy nie. Polecam taki sposób odkrywania nowych smaków: 'Nie pytaj co to':)




    3 komentarze :

    1. Bardzo zachęcający wpis dotyczący kulinarnej strony Toronto. Jeśli kiedyś tam będę, odszukam ten wpis i odwiedzę opisane miejsca :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. :D ... koniecznie, a do tego czasu ja jeszcze kilka razy tam się przewinę, to wypróbuję jeszcze kilka:)a nie zainspirowało cię do zrobienia sobie jajek po benedyktyńsku na grzance z serem brie i sosem holenderskim? nie wierzę... ta fotografia i perspektywa smakowa od razu powinna zagonić cię do kuchni...:)

        Usuń
    2. To prawda! Jajka po benedyktyńsku są świetne, ale od czasu jak je zobaczyłem byłem w rozjazdach, więc nie było nawet kiedy :) Na pewno je przygotuję pewnego dnia!

      OdpowiedzUsuń

     

    Etykiety

    RECENZJE (171) URODA (164) kosmetyki (157) KUCHNIA (79) DIY (76) KREATYWNIE (74) PRZEPIS (74) NOWOŚCI (63) koreańskie kosmetyki (43) deser (34)

    Prawa autorskie

    Nie zgadzam się na kopiowanie grafik, zdjęć i tekstów oraz publikowanie ich w formie elektronicznej lub drukowanej bez mojej wiedzy i zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

    klub ekspertek

    Google+ Badge

    FACEBOOK

    MÓJ INSTAGRAM