• Instagram
  • wszystko co kreatywne!

    Strony

    WESELE DIY- JAK WSZYSTKO SAMEMU ZORGANIZOWAĆ, ŻEBY NIE ZWARIOWAĆ, 10-12 MIESIĘCY


    10-12 MIESIĘCY WCZEŚNIEJ

    PORA POMYŚLEĆ O SUKNI ŚLUBNEJ I MOTYWIE PRZEWODNIM WESELA ORAZ O FOTOGRAFIE

    NASZ MOTYW WESELA - OMBRE ŁOSOŚ DO FUKSJA:)
    • SUKNIA : W przypadku togo wesela wszystko zaczęło się w lipcu 2013 roku, od zaręczyn. W sierpniu  pierwsze cztery punkty były już 'zaklepane': miejsce, data, orkiestra, Kościół. Na spokojnie poszłyśmy zatem mierzyć suknie ślubne. Byłyśmy w paru salonach, ale coś było nie tak. Te sukienki były jakieś takie mizerne, a tak naprawdę brudne, wymięte, czasami pozaciągane i potargane. Trochę to było dla nas dziwne. No bo sorry, jak to ma być zachęta do kupienia sukienki ślubnej, to już chyba lepiej iść w prześcieradle. W jednym z salonów nie wytrzymałam i zapytałam ekspedientkę o co chodzi.. Pani z uśmiechem oznajmiła, że kończy się sezon i tak suknie wyglądają po roku mierzenia przez setki przyszłych mężatek, a obecnie dostępne suknie można zakupić do końca miesiąca. Aha! Ok. Mrugnęła okiem, powiedziała, że nowa kolekcja sukien na 2014 rok będzie w listopadzie i najrozsądniej przyjść je zmierzyć właśnie wtedy, a w ogóle to najlepiej jak zostawimy nr telefonu to poinformują nas jak tylko 'świeże' kreacje dotrą do salonu. Super! 

    Trzy miesiące potem ruszyłyśmy na 'łowy'. Odwiedziłyśmy bodaj wszystkie z ważniejszych salonów w Krakowie, siostra poleciała do Barcelony przymierzyć wypatrzoną/wymarzoną suknię (mimo umówionego spotkania ta jedyna nie dotarła:(, ale na zdjęciu wszystkie inne zawsze wyglądają jak z bajki, rzeczywistość jednak wygląda inaczej kiedy nie ma się 180 cm wzrostu. Wróciła i ruszyłyśmy dalej. Zahaczyłyśmy także o targi ślubne, ale szkoda gadać/czasu/pieniędzy. Siostra przymierzyła według mnie około 45-60 sukienek. W jednych chwilę postała i się pokręciła, inne od razu odpadały. Zajęło nam to około dwóch miesięcy, bo nie ukrywam, że mnie, mamie i siostrze ciężko byłoby umówić się w innym czasie niż weekend. Selekcja wyłoniła trzy najpiękniejsze i wyjątkowe suknie w trzech różnych stylach z trzech różnych salonów. Dlaczego tak, ponieważ jedną wypatrzyłam ja w salonie MADONNA w Pasażu Bielaka, jedną siostra w salonie NABLA i jedną mama w CYMBELINE. Siostra we wszystkich wyglądała olśniewająco, ale 'ta jedyna' musi być tylko jedna. Ostateczną decyzję podjęła cała rada rodziny, czyli my:) z tatą na czele, który ma świetny gust i kocha elegancję. Wygrała zatem ta ostatnia.

    Co jest warte podkreślenia, że wiele też zależy od Pań ekspedientek. Spotykałyśmy się ze skrajnymi emocjami. W Nabli Panie były niezwykle pomoce, ale to Cymbeline ma najsympatyczniejsze Panie ekspedientki, niezwykle pomocne, uprzejme, zaangażowane i profesjonalne. Tylko tu siedziałam i oglądałam, a nie chodziłam i wybierałam suknie z wieszaków zanosząc siostrze do mierzenia, co skutkowało tym, że brano mnie za pracownicę salonu, jak w całej reszcie. Najgorzej było w salonie MADONNA na ul. Floriańskiej. Pani zapytała o czym siostra marzy, po czym przyniosła dwie zupełnie inne suknie, i stwierdziła, że to strzał w dziesiątkę. Nie chciała przynieść nic innego, co mnie potwornie zirytowało, chociaż mówiłyśmy, że to zupełnie nie to. 'To idealna suknia, leży na Pani jak ulał, najpiękniejsza, najwspanialsza. W ostatnim czasie 25 pierwszych sukien, jakie klientkom wybrałam jako pierwsze, własnie zakupiły'. WTF? Przeszłam zatem jak zawsze sama po salonie w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego, ale bez rezultatu. Widząc nasze niezadowolenie chyba stwierdziła, że nic nie kupimy, powiedziała, że nie mają nic takiego co by nam pasowało i zasugerowała siostrze żeby się ubrała. W kolejce miała jeszcze kilka ekip do mierzenia, a to dla niej potencjalne pieniądze. W ANNA KARA na ul. Dietla było podobnie, ale ze względu na lenistwo i brak entuzjazmu tych pań. Żenada. Nie warto się tym jednak przejmować, trzeba szukać i mierzyć, nie słuchać ekspedientek, nie zadowalać się byle czym i na sto procent się znajdzie to czego się szuka.

    Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że czas oczekiwania na suknię to 6 miesięcy, NIGDY NIE NALEŻY ZOSTAWIAĆ TEGO NA OSTATNIĄ CHWILĘ I NA STYK, A EKSPEDIENTKOM PODAĆ DATĘ ŚLUBU JAKO TYDZIEŃ WCZEŚNIEJSZĄ, TAK 'JUST IN CASE'. PO DOKONANIU WYBORU I PIERWSZEJ MIARZE NIE MOŻNA TEŻ ANI PRZYTYĆ, ANI SCHUDNĄĆ.
    • MOTYW : To było już moje zadanie. Jak można było zauważyć, jakiś czas temu analizowałam motywy przewodnie w jednym z wcześniejszych postów TUTAJ. Jest to jednak trudniejsze niż się może wydawać. Motyw determinuje wiele aspektów późniejszego świętowania. Na początku planowałyśmy dopasować motyw do miejsca, czyli do Dworu, coś a la lata 20-ste, ale jak się później okaże pójdziemy w zupełnie innym kierunku. Gdzie pojawia się motyw weselny?:
    DODATKI  PANNY MŁODEJ: buty, manicure, bukiet ślubny, ewentualnie makijaż
    DODATKI PANA MŁODEGO: kwiaty w butonierce, ewentualnie kolor muchy i pasa do smokingu
    'SZYKUJCIE SIĘ NA WESELE' I ZAPROSZENIA
    SUKNIE I DODATKI DRUHEN
    NUMERY STOLIKÓW, WINIETKI, PLAN STOLIKÓW, CZCIONKI
    KWIATY NA STOŁACH, WYSTRÓJ SALI
    DEKORACJA KOŚCIOŁA
    PODZIĘKOWANIA DLA GOŚCI, GOŚCINIEC

    To całkiem dużo do zdecydowania jak na rok przed ślubem, ale aby wszystko było spójne, tak właśnie trzeba. Rozmyślenia o tym odłożyłam do lutego 2014 roku.
    • PLAN : Bardzo ważny element. Trudno jest wszystkim wszystko ogarnąć, a Młodzi mają wiele wspólnych decyzji do podjęcia. Zapisanie w kalendarzu/dużym kartonie na ścianie najważniejszych wydarzeń: wyjazdów, spotkań, przyjęć, itp. powoduje, że jak jedna strona umawia się np. z orkiestrą, to nie musi dzwonić 50 razy i negocjować terminu, żeby pasowało wszystkim trzem stronom, tylko patrzy na kalendarz i wszystko wiadomo. Potem tylko wpisać na konkretny dzień, potwierdzić i poinformować resztę. Proste? Oczywiste? Tak! Ale bardzo wszystko ułatwia. Nie ma później: 'Bo Ci mówiłam, że wtedy mam to i to! Jak to nie pamiętasz? Na 100% Ci mówiłam, że wtedy nie mogę!'. 
    • FARBOWANIE : To również dobry czas, żeby pomyśleć o planie farbowań włosów. Wyliczenie, kiedy przypada ostatnie farbowanie przed weselem i podział międzyczasu na etapy, żeby nie wyglądać źle, ale też żeby nie przedobrzyć. 
    • SPA : Tak jest w Krakowie, że żeby umówić się do dobrego SPA 'większą' grupą, trzeba się umówić znacznie wcześniej. Właśnie tyle. Siostra zarezerwowała w grudniu wyjście do SPA FARMONA, to nasze ulubione:) na sensowny termin, 2-3 dni przed weselem. I właśnie na 3 dni przed ślubem, w 4 osoby udaliśmy się na relaks, chociaż śmiało mogą powiedzieć, że było to dla czystej przyjemności, ponieważ paniki przed, ani w trakcie uroczystości, nie doświadczyliśmy.
    • FOTOGRAF :  O tyle o ile kamerzysta jest raczej zbędny, fotograf to bardzo ważna postać. Mnie kamerzysta kojarzy się raczej z komuną i czasem, kiedy filmowanie/kamerowanie:D wesela było przejawem statusu społecznego, prawdziwego lub udawanego. No i nie dość, że wszystko wszystkim zasłania, świeci po oczach, to jeszcze figuruje jako ciemna plama na wszystkich zdjęciach. A przecież i tak nikt nigdy później nie ogląda tych 5 godzin filmu gdzie pijany wujek/kuzyn/kolega udziela jakże 'cennych' rad świeżo poślubionym: "i jesce zeby WAM sie Y! układało, tak, i zeby yyy!!!  na Ciebie brachu zonie NIE KRZYCZAŁA... TAK! mówie ci, ale mówie ci. Tak jak moja stara!!!! Yyyyy... Ma Pan to na kamerze, o k... ale nie pokazuj jej Pan!!!" ;D Za to zdjęcia mówią więcej niż tysiąc słów, a jedno, wyjątkowe zdjęcie na kominku to pełna sentymentu piękna pamiątka. Rok może się wydawać mnóstwem czasu, i pewnie nawet dzień przed ślubem udało by się znaleźć fotografa. Pytanie tylko jak dobrego i z jak dużą fantazją. Uważam, że im wcześniej tym lepiej, a na pewno nie zaszkodzi. W Naszym przypadku fotograf to nasz mega znajomy:) Bezcenne!
    • GOŚCINIEC :  'wóda' czy ciasta jako odchodne dla gości jest takie oklepane jak nie wiem co. Not my style. W październiku zaczęłam nad tym intensywniej myśleć. Co by tu zrobić, aby gościniec był taki od serca, a nie na 'odwal się'? Od razu przez myśl zaczęły mknąć rzędy słoiczków z domowej roboty dżemami, chutneyami, sokiem z malin, pieczonych florentynek.... i tak sobie leciały przez moją kreatywną część mózgu, kiedy zapaliła się pewna żarówka i przed oczyma orszak przetworów zatrzymał się na PIGWÓWCE MOJEJ MAMY:D Aha! 'Maaaaa-moooo!!!!' Po negocjacjach i przytoczeniu miliona argumentów za moim genialnym pomysłem, mama się zgodziła. Problem logistyczny polegał na zgromadzeniu odpowiedniej ilości owoców, co okazało się trudniejsze niż myślałam. zwłaszcza, jeżeli nie chce się przepłacać kupując np.: na Kleparzu Starym. Po pierwsze owoce muszą być lokalne, a nie made in PRofCh. Dziesiąt kilogramów! Mama kupowała owoce u nas na targowisku, od sąsiadek, obie dostałyśmy owoce od koleżanek z pracy. Mrówcza praca:) Ale to jeszcze nic. O tyle o ile hurtowe ilości owoców i cukru nie wzbudzają podejrzeń, o tyle 18 sztuk 0,5 litrowych flaszek spirytusu już tak:) Do tej pory się z tego śmiejemy. Oczy ekspedientek w pewnych delikatesach, z racji na najbardziej korzystną cenę, rosły z wizyty na wizytę:) To 5 butelek, to 3, a po kolejnej dostawie jeszcze 4 kupionych przez moja mamę. Siostra poszła po coś kompletnie innego, ale: 'O mieliście Państwo dostawę, to ja poproszę te 6 butelek spirytusu:D'. To jeszcze nie koniec przygód. Owoce oczywiście trzeba było przygotować, dodać cukru, czekać i jeszcze raz czekać. Jak już się zmieszało sok ze spirytem i wyszło 18 litrów pigwówki, trzeba było rozlać do zamówionych specjalnych, przeuroczych buteleczek. No i tu jest pewien szkopuł. Jak z wielkiego dymiona przelać tyle płynu do 80 sztuk 250 ml buteleczek z wąską szyjką? Padł pomysł z przewodem od kroplówki. Proste, fizyka i już! Gdzie tam:) Zaczęło się lać po kropelce! Masakra, wybuchnęłyśmy niekontrolowanym śmiechem, bo rok by nam zajęło napełnianie tylu butelek taką metodą:) Znalazłyśmy rozwiązanie:) Co trzy głowy to nie jedna. W każdym bądź razie pomysł z takim  gościńcem 'hand made' był świetny, został doceniony. Zrobiłam urocze etykietki z napisem: 'WYTWÓRNIA PIGWÓWKI MARIA K. & CÓRKI':D. Jeszcze tylko zawiązać wstążeczki w kolorach wesela i gotowe.






    0 komentarze :

    Prześlij komentarz

     

    Etykiety

    RECENZJE (168) URODA (160) kosmetyki (153) KUCHNIA (79) DIY (76) KREATYWNIE (74) PRZEPIS (74) NOWOŚCI (63) koreańskie kosmetyki (40) deser (34)

    Prawa autorskie

    Nie zgadzam się na kopiowanie grafik, zdjęć i tekstów oraz publikowanie ich w formie elektronicznej lub drukowanej bez mojej wiedzy i zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

    klub ekspertek

    Google+ Badge

    FACEBOOK

    MÓJ INSTAGRAM