• Instagram
  • wszystko co kreatywne!

    Strony

    MEKSYK - CUDOWNA WYPRAWA DO INNEGO ŚWIATA - JASNA I CIEMNA STRONA



    * JASNA STRONA MEKSYKU *

    CAŁY KRAJ KOCHA ŚPIEWAĆ, W SERCU WSZYSCY SĄ MARIACHI
    Meksykanie kochają śpiewać. To fakt. Muzyka jest ważnym elementem ich życia, a mnie towarzyszyła wszędzie: w samochodzie, restauracjach i sklepach, i to obowiązkowo na full. Mariachi są idolami tłumów, a większość piosenek jest nieśmiertelna. Niektórzy stają się legendą za życia, kochanymi przez wszystkich i traktowani jak bogowie. Nawet zwykli ludzie przeważnie mają cudowne, głębokie i mocne głosy. Czasami trafi się ‘perełka’, która nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo fałszuje, i drze się wniebogłosy, ale tak na prawdę nikomu to nie przeszkadza. Wizyta w barze karaoke w Acapulco to było coś. Bite dwie godziny słuchania największych meksykańskich przebojów dopiero po 4 ‘Sex on the beach’ wydały mi się całkiem wciągające, nawet sama zaczęłam mruczeć pod nosem. Zabawny był dla mnie również fakt, iż moi towarzysze nie wpadli na to, zupełnie nie przyszło im do głowy,  że dla mnie taka atrakcja nie jest …ciekawa (głównie ze względu na barierę językową, ale również byłam jedyną osobą na sali, która tych wszystkich piosenek nie znała).


    CZY KUCHNIA MEKSYKAŃSKA ISTOTNIE JEST NAJLEPSZA NA ŚWIECIE
    Jak już wcześniej wspominałam, uwielbiam smaki kuchni meksykańskiej. Konkretne, aromatyczne, świeże, różnorodne, doskonale skomponowane. Tacos odpowiednio zrobione to poezja smaku, smażone empanadas rozkosznie chrupią, chilaquiles z salsą z tomatillos i świeżą śmietaną rozpływają się w ustach, a najprostsze na świecie frijoles (gnieciona fasola) przygotowane na patelni po steku są wyjątkowe.To wszystko jest takie pyszne. Każdy składnik tradycyjnego dania meksykańskiego ma inną konsystencję, fakturę i inne powoduje doznania smakowe. Pełnia smaku.
    Każdy ze stanów Meksyku ma swoją, odrębną i różnorodną gamę produktów używanych w kuchni. Ja byłam w ciężkim szoku, jak w Morelos nie uświadczyłam avocado, a przecież to sztandarowy składnik guacamole, symbolu kuchni meksykańskiej. Ale za to jest wiele innych ciekawych rzeczy, którmi raczyłam się wielokrotnie. Niemniej jednak trzeba być świadomym, że nie wszędzie serwują to samo. Fakt, czasami może się identycznie nazywać, ale smak może znacznie odbiegać od poprzedniej wersji. Kilkukrotnie zawiodłam się, ponieważ pamiętałam smak potrawy jeszcze z Kanady, niestety tutaj dostawałam na talerzu coś zupełnie innego. Zatem już na początku postanowiłam, że będę próbowała nowych potraw, nie pytając nawet, z czego są zrobione, tak na wszelki wypadek. W pierwszy dzień po przyjeździe, zeszłam na śniadanie, na którym serwowana była zupa. Ledwo przytomna, bo teoretycznie był nadal środek nocy. Zupa - mruknęłam - na śniadanie - coś nowego, a ponieważ po samolotowym (nadmienię, że wyjątkowo obleśnym w ostatnim czasie, nawet Lufthansa zeszła na psy. Staram się nie jeść, ale 12 godzin to trochę długo, więc coś tam skubnę) jedzeniu czuję się ciężko, podziękowałam. Zapytałam uprzejmie z czego jest ta zupa, bo fragment szkieletu wydał mi się nieco niespotykany. 'Iguana' usłyszałam. Stwierdziłam - jasne - na pewno mnie w iguanę robią i to pewnie królik. Ale sprawa nie dawała mi spokoju, później zakradłam się do kuchni do gosposi i zapytałam z czego tak na prawdę była zupa. Zrobiła zdziwioną minę i powiedziała - iguana. Ok, tak oto potrawa, z bądź co bądź rzadko gotowanego w Polsce żyjątka, przeszła mi koło nosa:( Podstępem próbowano mi wcisnąć pod toną sosu pomidorowego prawie przezroczyste, galaretowate raciczki świńskie! Ble! To nie! Jedzenie żywej, rozkrojonej przy mnie, czyli super świeżej małży, mięsień jeszcze się ruszał, jak go przeżywałam, również należało do gatunku: 'raczej tego nie powtórzę':D Ale za to bardzo chętnie chrupałam smażone insekty, chyba koniki polne, chociaż mnie smakowały jak czysta sól. Kosztowałam wszystkiego, co dawała mi MojaDrugaPołówka i poznałam na prawdę prawdziwe rarytasy. Chociaż było jedno świństwo - owoc nanche, coś okropnego, który podobno smakuje tylko rodowitym Meksykanom. Potwierdzam, był cierpki w smaku, a oni z mruczeniem wcinali tony sorbetu zrobionego z całego owocu łącznie z pestkami. Ble! Za to zakochałam się w lodach z mamey'a, które nie były w jakimś okropnym plastiku, tylko mrożono je w łupinkach po tym właśnie owocu. Pyszne i urocze:) Podczas całego mojego pobytu jadłam wszystkiego po trochę, niemal wszystko mi smakowało, a przecież kuchnia meksykańska tak bardzo różni się od naszej. Nie nauczyłam się gotować tradycyjnych potraw Meksyku, bo nie było czasu. Tyle chciano mi pokazać, że w sumie rzadko bywaliśmy w domu. Ale cały czas było egzotycznie i smacznie:)

    MEKSYK - CUDOWNA WYPRAWA DO INNEGO ŚWIATA - JASNA I CIEMNA STRONA

    MEKSYK - CUDOWNA WYPRAWA DO INNEGO ŚWIATA - JASNA I CIEMNA STRONA
     
    PRZEPISY DROGOWE, CZYLI SUGESTIE DLA KIEROWCÓW
    Fascynujący jest Meksyk oglądany przez okno samochodu. Obserwując ludzi i życie w ten sposób, można się wiele nauczyć. Należy także wspomnieć, że tak też wygląda znaczna część życia wielu Meksykan. Bawiło mnie to, jak wiele można załatwić z samochodu. Ale po kolei. Struktura klasycznego puebla opiera się o plac/rynek/centrum i stojącą na jego środku altanę/zadaszona scenę oraz jedną, główną drogę prowadzącą z i do puebla/miasteczka. Ta właśnie droga jest głównym ‘centrum handlowym’, przy niej znajdują się sklepy, pozolerije (jadłodajnie/bary z zupami, głównie pozole), tortillerije (miejsca gdzie wytwarza się tortille, taka nasza piekarnia), sklepy budowlane (fascynujące są takie miejsca, gdzie stoi 20 pustaków, 40 cegieł, dwa worki cementu, itp. ilości), sklepy spożywcze, sklepy z akcesoriami do czarnej magii (to nie reguła), sklepy z ubraniami, zakłady fryzjerskie (nie wszędzie), apteki i przeważnie jeden bank z długą przed nim kolejką. Przy chodniku handluje się z samochodów owocami, miotłami, naczyniami (tym co można wytworzyć w domu, albo zebrać w ogrodzie), a ze specjalnych wózków: tacos, empanadas, churros (słodkie rurki przypominające w smaku pączki), lody (tak naprawdę to sorbety owocowe) w wielu dziwnych smakach (serowy, nanche, chilli, mleczny, masła orzechowego, mamey), napoje wieczne zimne w cudownych smakach (marakui, tamaryndu oraz jamaica i horchata)  czy ciast wszelkiego rodzaju. Wprost rzecz ujmując, zupełnie nie ma potrzeby wysiadania z samochodu. Po co, skoro wszystko jest na wyciągniecie ręki, przez otwarte okno, albo z wysokości konia:D. To strasznie rozleniwia, ale i fascynuje. Idąc dalej tropem handlu do samochodu, w miastach odbywa się to trochę inaczej. Warto nadmienić sprzedawców wykorzystujących w swojej pracy korki uliczne. Nie ważne czy jest to centrum miasta, czy kilkukilometrowy korek utworzony przed płatnymi bramkami na autostradzie przez kibiców zmierzających na mecz! Wbrew pozorom to potwornie praktyczne. Dlaczego? Jedziesz na mecz, specjalnie wcześniej, żeby uniknąć korków, zakładając czas przejazdu nie dłużej niż godzina. A tu niespodzianka. Korek i dwie godziny żółwiego tempa przez 3 kilometry. Zapasy jedzenia i wody w nagrzanym samochodzie równe zero, następny sklep/stacja benzynowa za 10 km, co znaczy, że jest za bramkami. A wtedy pośrodku niczego pojawiają się oni, sprzedawcy – zimna butelkowana woda/cola/piwo = 15 peso; ziarenka, suszony bób w chilli do chrupania, żeby się odstresować = 10 pesos; paczka suszonych platanitos (bananów), papas (ziemniaków), prażynek polanych sosem chilli = 10 pesos, guma do żucia = 5 pesos. Na ich widok w takim momencie wielu liczy, a oni doskonale o tym wiedzą.
    Ci ludzie w ten sposób zarabiają na życie. Nie siedzą bezczynnie na bezrobociu, tylko handlują swoim rękodziełem, a kiedy nie mają specjalnych talentów, sprzedają drobne przekąski i napoje. Każdy sobie radzi jak może. Gorszą stroną takiego sposobu zarabiania jest niestety praca przez dzieci, chcące pomóc rodzicom, które jednak w tym czasie powinny być w szkole. Ale trudno mieć im to za złe, że mimo wszystko stawiają na przeżycie, a nie edukację. Podczas rozmowy wyraziłam swoją opinię, że lepiej jest robić cokolwiek niż siedzieć na tyłku i narzekać, jak to się nierzadko dzieje w Polsce. Uświadomiono mnie jednak, że marudzenie też jest ważna częścią życia w Meksyku i zasadniczo niewiele różnimy się w tej kwestii od siebie. Mimo wszystko uważam, że każda próba założenia i funkcjonowania nawet najmniejszego biznesu jest godna pochwały, ważne, by nie opierał się na oszustwie.
    Będąc w tematyce drogowe warto przeanalizować jej kształt. W przeciwieństwie do Polski, gdzie pionowy znak drogowy stoi co 1 metr, w Meksyku trzeba się wysilić, żeby jakiś zobaczyć. Jedynie w centrach dużych miast podstawowe oznaczenia są w normie. Ale pomijając duże miasta, które w sumie niewiele różnią się od naszych, warto skupić się na pueblach i drogach międzystanowych. Wszystkie informacje potrzebne do przemieszczania się między miastami umieszczone są na drodze. Jakie? Przede wszystkim prostopadłe do kierunku jazdy pasy z kamyczków o szer. ok 15 cm, które pojawiają się przed każdym zakrętem i których intensywność wzrasta wprost proporcjonalnie do odległości do niego, co przejawia się wydawanym przez opony dość intensywnym dźwiękiem. Oznaczanie farbą wysepek na drogach raczej nie byłoby respektowane, dlatego wyłączone z ruchu fragmenty 'obsadzone' są gęsto metalowymi półkulami o śr. ok 20-25 cm - szans nie ma, żeby jakiś samochód mógł po tym przejechać, no chyba że MonsterTruck. Przy terenach pagórkowatych/górzystych, co jakiś czas, na środku pasa pojawia się szeroka czerwona linia, która prowadzi do ramp zwalniających - przy dość stromych i krętych zjazdach ze wzniesień, często przeładowane, ciężkie ciężarówki mogą mieć problem z hamulcami lub zmniejszeniem prędkości, co może być niebezpieczne. Dlatego taka linia, fluorescencyjna, prowadzi kierowców w kłopotach do ramp wyhamowujących, czyli wypłaszczeń terenu na uboczu powyżej drogi, czyli rampa z wjazdem pod górę. Nie ma też jako takich przejść dla pieszych, w tradycyjnej formie zebry, ani sygnalizacji świetlnej. Jak wobec tego odbywa się ruch pieszych i samochodów? Drogi przez puebla poprzecinane są gęsto przez progi zwalniające, znacznie szersze i wyższe niż w Polsce. Kiedy samochód zbliża się do takiego progu, lepiej lub gorzej oznaczonego, musi się niemal zatrzymać, wtedy to przechodzą piesi, przebiegają iguany, a samochody przecinają główne drogi. No bo po co marnować prąd, a pieszym odbierać logiczne myślenie? Ciekawie ma się też sprawa ruchu odpowiednim pasem. Podział na pasy drogowe to czysta fikcja, sugestia a nie nakaz. Wszyscy jeżdżą jak chcą, ścinają zakręty, nie używają migaczy, ale za to bardzo uważnie obserwują co się wokół nich dzieje na drodze. Ot taki sposób jazdy. Jeżeli droga szybkiego ruchu to wyłącznie jeden pas i asfaltowe pobocze, to kiedy zbliża się samochód poruszający się szybciej, zjeżdża się na pobocze robiąc tamtemu miejsce. Dzięki temu mimo ruchu można jechać bezpiecznie 180 km/h. Nie jeżdżą na pamięć. Niejednokrotnie przeżywałam nagłe skoki ciśnienia, jak kierowca, który wydawało mi się, że wyprzedza, jedzie już dobre kilka sekund po drugim pasie, w beztroski sposób ze znaczna prędkością. Potem okazało się, że oba pasy to ruch w jedną stronę, a to, że nie widać drogi w drugą stronę jest wynikiem tego, że jest 100 m niżej na zboczu góry. Za pierwszym razem, jak nie byłam tego świadoma, prawie dostałam zawału serca;)

    CIEMNA STRONA MEKSYKU *
    ~ * ~
    STOSUNEK LUDZI DO ZWIERZĄT
    Jedną z najsmutniejszych stron Meksyku jest  stosunek niektórych ludzi do zwierząt. Nie koniecznie tych domowych, chociaż i z tym jest różnie. Zwierzęta w większości są przede wszystkim pomocnikami w pracy.  Podczas całego pobytu widziałam tylko dwa koty, a psy są przede wszystkim strażnikami domu, a tylko czasami pupilami do przytulania. Żeby 3 pilnujące domu psy mnie nie zjadły, pewnego wieczoru zawołałam je, uśmiechnęłam się, dałam się powąchać i dałam im nielegalnie:) trzy smakołyki. Ha! I już po kilku dniach byłam jak domownik. Często, z powodu biedy, nie dojada i koń i właściciel, zdarza się. Oczywiście nie generalizuję, nie wszyscy tacy są, ale jakaś część na pewno. Ale najgorzej jest niestety z bezpieczeństwem na drogach. Podczas kilkudziesięciu kilometrowych wypraw do innych stanów widziałam kilka, do nawet kilkunastu przejechanych/potrąconych przez samochody psów. To było straszne. Nic na to nie mogłam poradzić, a odwracanie wzroku i patrzenie w niebo nie było takie proste. Z czasem czułam się z tym źle, dlatego w demokratycznym głosowaniu zostałam przeniesiona na tylne siedzenie, gdzie nie było widać poboczy. Ale świadomość nie dawała mi spokoju. Bezsilność jest straszna. Na dodatek nie sądzę, aby to komuś przeszkadzało. Największym bucostwem były sytuacje, kiedy kierowcy przed nami widząc przechodzącego przez drogę psa, o zgrozo, przyspieszali! Masakra. Oczywiście w obserwowanych sytuacjach nic się zwierzętom nie stało, ale samo podejście tych ludzi jest przerażające! Z drugiej strony, inna sytuacja: jedziemy samochodem przez jakieś pueblo, a zgraja kilku psów podbiega do samochodu i szczeka na koła. Wiem, że czasami zdarza się tak, że tylne koło niespodziewanie wciąga. Niemniej jednak rzeczywistość w tym względzie jest dla mnie niezrozumiała i straszna.

    SYTUACJE WYJĄTKOWE
    W każdej plotce jest nieco prawdy. I tak oto dane mi było kilkukrotnie przekonać się o tej niebezpiecznej stronie Meksyku. W sumie zdarzyły się dwie mniej przyjemne sytuacje, podczas całego mojego pobytu. Pierwsza to wybuch bomby w samochodzie na autostradzie, oczywiście w pewnym oddaleniu od nas. Oczywiście można być niemal pewnym, że było to związane z kartelami narkotykowymi, ale daje to jednak pewne wyobrażenie o powszechności takich sytuacji. Nie wiem czy były jakieś konsekwencje, czy coś się komuś stało, ale widok był przerażający. Drugie, to kontrola drogowa przez policję federalną na autostradzie z Acapulco. Zatrzymać się trzeba. Ale mimo tego, iż o żadnym złamaniu przepisów nie było mowy, to policjant miał chrapkę na kasę. Tradycyjny schemat działania: dobry samochód-> rejestracja z innego stanu-> jeden policjant na służbie-> cena za spokojny powrót. Straszne, ale prawdziwe. Ja jeszcze pamiętam, jak u nas też tak było. Ale obłuda policjanta, który powinien być uosobieniem prawa i sprawiedliwości w XXI wieku, malujące się na jego twarzy oblicze 'Mam władzę, to mogę' było przerażające. Po 30 minutach ględzenia, uśmieszków i obłudy z noszonej na piersi odznaki oraz rewizji samochodu, poddaliśmy się i zapłaciliśmy. Niesmak pozostał, ale dobrze, że nie skończyło się czymś gorszym. Przecież zawsze mógł nam coś podrzucić i udawać, że znaleźli to w bagażniku/schowku/pod fotelem/ cokolwiek. W innej, mniej oczywistej sytuacji, pewna furgonetka jechała za nami dłuższy czas, nie zależnie od tego gdzie skręcaliśmy. Było to podejrzane, ale jednak z czasem ją zgubiliśmy, co mogło równie dobrze oznaczać, że akurat tam jechała. Ale nieco adrenaliny było:)

    POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA
    Pomijając zbrodnie związane z porachunkami wewnątrz i między kartelami , większość Meksyku ma dwa poważne problemy. Porwania i kradzieże. Zawsze chodzi o kasę, dlatego każdy, kto nie jest biedny, może być ofiarą. Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale często zamożniejsze rodziny ustalają między sobą scenariusze działania na wypadek porwania któregoś z członków rodziny. W dalszym otoczeniu moich gospodarzy kilkukrotnie dochodziło do prób porwania, parę razy porywaczom się udało (kilka/kilkanaście lat temu). Nie wyobrażam sobie, jak traumatyczne musi to być przeżycie, ale świadomość powszechności takich zdarzeń musi przerażać. Obawę przed rabunkiem wyraźnie widać w krajobrazie miasta. Pewnie im więcej ktoś ma pieniędzy, tym wyższy jest mur i więcej rzędów drutu kolczastego go wieńczy. Zupełnie naturalnym jest także przeniesienie strefy wymknięcia na zewnętrzną granicę posesji. Jak? Wysoki na 4-5 m mur z jednym, podwójnym, zaryglowanym wejściem z obejściem strzeżonym przez kilka psów obronnych i uzbrojonego pracownika z pozwoleniem na broń (czasami nawet kilku). W środku okna nie mają nawet szyb, tylko siatki na komary i inne robale. Wszystkie drzwi za wyjątkiem wejściowych są niezamykane, nawet w nocy. Założenie jest takie, że nikt nie ma prawe wejść na cudzy teren. Jak wejdzie nie przez te jedne drzwi, znaczy, że nie ma czystych intencji i wchodzi na własne ryzyko.

    0 komentarze :

    Prześlij komentarz

     

    Etykiety

    RECENZJE (171) URODA (164) kosmetyki (157) KUCHNIA (79) DIY (76) KREATYWNIE (74) PRZEPIS (74) NOWOŚCI (63) koreańskie kosmetyki (43) deser (34)

    Prawa autorskie

    Nie zgadzam się na kopiowanie grafik, zdjęć i tekstów oraz publikowanie ich w formie elektronicznej lub drukowanej bez mojej wiedzy i zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

    klub ekspertek

    Google+ Badge

    FACEBOOK

    MÓJ INSTAGRAM