• Instagram
  • wszystko co kreatywne!

    Strony

    'VOGUE. ZA KULISAMI ŚWIATA MODY' KRISTIE CLEMENTS



    Jak sama autorka podkreśla, opinia publiczna każdą redaktorkę VOGUE, z tej bądź co bądź dużej światowej rodziny 21 wydań, chętnie przyrównuje do Anny Wintour, której natura twardej i bezwzględnej szefowej najwyraźniej pasuje. Chyba wszystkie maniaczki mody chciałyby w to wierzyć, delektując się myślą, że jest na świecie guru mody tak wysoce szanowane, że aż wzbudza strach, odbiera mowę i z łatwością może kogoś wynieść na piedestał lub ewentualnie pogrążyć. Marka sama w sobie. Przyjdzie na pokaz - sukces, nie przyjdzie- porażka całej kolekcji, a projektant w rozpaczy.
    Kristie rzuca na świat wydawniczy magazynów o modzie nieco inne światło. Przedstawiając bohaterów swoich opowieści w pozytywnym świetle, chętnie używa ich imion i nazwisk, przytaczając jednak historię negatywną tudzież niewygodną, pozostawia osoby anonimowymi: 'pewna, sławna modelka' czy 'słynna aktorka'. A przecież o te właśnie uszczypliwości, smaczki i złośliwości w książkach rozliczających przeszłość chodzi. Zlatan się nie patyczkował:D 


    'W pierwszej z nich (sesji) brała udział bardzo znana modelka, która, prawdę  mówiąc, zsunęła się już chyba o jeden czy dwa szczeble na drabinie sławy. [...] Spóźniona trzy godziny - miała przyjść o ósmej rano - weszła wolnym krokiem do apartamentu, w którym czekały na nią przyszykowane ubrania i dodatki do przymiarki, wpakowała się do łóżka, podniosła słuchawkę telefonu i zamówiła nachos.'

    'Wyznaczono mi rolę (w programie Australian's Next Top Model) budzącej strach, wyniosłej profesjonalistki a la Miranda Priestly w filmie Diabeł ubiera się u Prady. Ludzie zakładają, że naczelna "Vogue'a" będzie właśnie paraliżująca i wyniosła, więc musisz bardzo się starać, żeby udowodnić, iż nie jesteś wielbłądem. To potwornie męczące.'


    Po filmie 'Diabeł ubiera się u Prady' nic już nie jest takie same. Ukryty świat modowych redakcji i ich bajecznych magazynów mimowolnie uchylił rąbka tajemnicy. Wszyscy wyobrażamy sobie, że świat mody pełen jest wzajemnych złośliwości, podkładania sobie kłód pod nogi i kopania dołków pod innymi. Muszą się przy tym napracować: pościnać drzewa i namachać się łopatą:) Tymczasem Kristie Clements całą tą wizję obaliła, odarła z intryg. Generalnie w jej książce opisany jest świat cudownych i pomocnych ludzi, którzy od samego początku ją wspierali, dawali jej non stop szansę, a stanowisko redaktor naczelnej Vogue'a podali jej na tacy z uśmiechem na twarzy. Wspomniała też mimo chodem, że w sumie to jednocześnie dostała jeszcze propozycję naczelnej z innego renomowanego magazynu - Harper's Bazaar, no ale musiała z ciężkim sercem odmówić. Żadnych większych spięć, świństw, problemów czy kłótni. Pięknie, kreatywnie, rodzinnie. Historia idealna. Gładkie przejście ciężką, uczciwą pracą od recepcjonistki do naczelnej. Nawet nie można przyrównać jej do Kopciuszka, bo nikt jej nie gnoił. No ale nie oszukujmy się, to tylko Vogue Australia, i mimo swoich 50 lat nie ma takiej pozycji na rynku wydawniczym jak Vogue Italia czy wersja amerykańska. Można pozazdrościć tych wszystkich wyjazdów, kolacji, przyjęć, sesji i wywiadów. Jeżeli wszystko co opisuje jest prawdą, to muszę przyznać, że miała na prawdę udaną karierę, robiąc to, co kocha.

    'Kiedy zamieszkałam w Paryżu, obiecałam sobie, że będę unikać francuskich wypieków, poza chlebem i croissantami. Nie jestem wielbicielką słodyczy, więc nie było to takie trudne. Poza tym jednym dietetycznym tabu jadłam, co chciałam, a i tak do końca roku udało mi się rekordowo zeszczupleć. Myślę, że zawdzięczałam to spacerom. Może właśnie dlatego Francuzki nie tyją - bo wszędzie chodzą piechotą.'
    Jedynie zaskoczyło mnie, że tak na prawdę autorka jednoznacznie nie wypowiedziała się na temat panującej we współczesnym świecie mody na przeraźliwą chudość, wręcz anoreksję. Jako redaktor naczelna na pewno miała znaczny wpływ, zaryzykuję tezę - decydujące słowo, w kwestii angażowania do sesji modowych modelek zbyt szczupłych. Mam wrażenie, że z przekonaniem i wyraźnie zaznaczoną wiarą w słuszność swoich czynów, niekoniecznie popiera ale jednak toleruje taki stan rzeczy, i nie widzi w tym nic złego.
    'Społeczeństwo, co zrozumiałe, niepokoją kwestie dotyczące wyglądu i zaburzeń odżywiania oraz niebezpieczny, nierealistyczny przekaz, jaki dociera do młodych kobiet za pośrednictwem czasopism o modzie. Jeśli chodzi o to, kogo należy obwiniać za prezentowanie zbyt chudych modelek, na linii ognia znajdują się przede wszystkim redaktorzy tych magazynów. Ale w istocie to bardziej złożony problem.[...] Kolekcje na wybiegu prezentują wysokie, chude jak szczapa dziewczyny, bo właśnie na takiej sylwetce projektant chce widzieć stworzone przez siebie ubrania. W sprawę zaangażowani są także różni dyrektorzy castingów i styliści, mający wizję typu kobiety, która będzie nosić te ciuchy. Z jakiegoś dziwnego powodu najwyraźniej preferują, żeby była młoda, długonoga, miała metr osiemdziesiąt wzrostu i budową ciała przypominała chłopca przed okresem dojrzewania.'
    'Po powrocie z jednego z wyjazdów plenerowych czekałam z pewną redaktorką działu mody przy taśmociągu bagażowym na lotnisku na nasze walizki, kiedy zauważyłam stojącą nieopodal niezwykle anorektyczną kobietę. Była najbardziej przeraźliwym chudzielcem, jakiego w życiu widziałam, i ogarnęło mnie współczucie. Wskazałam ją redaktorce, która przyjrzała się biedaczce, po czym stwierdziła:
    - Wiem, że to brzmi okropnie, ale uważam, że wygląda super.
    Taka dysmorfofobia ze strony dojrzałych kobiet jest w branży rozpowszechniona.'

    Czy książka jest interesująca? Jak najbardziej tak. Czy jest wciągająca? Raczej nie.
    Kupiłam ją z myślą o długim locie do Meksyku. Czytałam i czytałam, ale czas nie mknął jak zwykle przy książce. Przerzuciłam się na filmy. Potem jeszcze kilkukrotnie czytałam czy to w samochodzie, czy na plaży, aż w końcu dokończyłam jadąc do pracy w autobusie. Dziwi mnie tylko, jak bardzo była promowana, dosłownie wszędzie. Magiczny tytuł 'VOUGE' do czegoś zobowiązuje, a tu taka niespodzianka. Wszystko w najlepszym porządku, no może za wyjątkiem wzmianki, od której zaczyna się i na której kończy się książka, o dość nieprzyjemnym zwolnieniu. Ale które wyrzucenie z pracy jest przyjemne? Żadnych pikantnych historii o sławnych tego świata, żadnych opowieści o podkładaniu sobie świń w pracy, o fałszywych asystentkach i katastrofalnych współpracach, o porażkach i konfliktach. Nic! Afirmacja życia w korporacji.
      


    0 komentarze :

    Prześlij komentarz

     

    Etykiety

    RECENZJE (171) URODA (164) kosmetyki (157) KUCHNIA (79) DIY (76) KREATYWNIE (74) PRZEPIS (74) NOWOŚCI (63) koreańskie kosmetyki (43) deser (34)

    Prawa autorskie

    Nie zgadzam się na kopiowanie grafik, zdjęć i tekstów oraz publikowanie ich w formie elektronicznej lub drukowanej bez mojej wiedzy i zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

    klub ekspertek

    Google+ Badge

    FACEBOOK

    MÓJ INSTAGRAM