• Instagram
  • wszystko co kreatywne!

    Strony

    'FRANCUZKI NIE TYJĄ' MIREILLE GUILIANO


    Fascynacja życiem paryżanek, i co za tym idzie tak na prawdę generalnie Francją, nadal trwa, ale... chyba na jakiś czas sobie daruję. Czemu? Z bólem przyznaję, że teraz wszystkie książki o tej tematyce, może za wyjątkiem książki 'Lekcje Madame Chic', są żywcem takie same. Niby dotyczą innych dziedzin życia, prezentują inne poglądy i strony patrzenia na ten sekretny świat szczupłych kobiet, świetnie ubranych, kochających wino i szyk, ale mam wobec tego wrażenie, że temat się już wyczerpał. Jest też jakaś wielokrotnie powtarzająca się moda, pewien schemat faszerowania książek dodatkami, np. przepisami kulinarnymi. Ok, to jest fajne, np. tu, ale przypominając sobie 'Bądź paryżanką gdziekolwiek jesteś', to już jest męczące.
    Planowałam jednocześnie z tą książką kupić 'Kobiety, praca i sztuka savoir-vivre'u' tej samej autorki, ale teraz ciesze się, że tego nie zrobiłam. Obawiam się, że byłaby tak samo nużąca, jak ta. Dlatego, że nie znajdziemy tu odkrywczych rad, przepisów czy niezwykłej filozofii. Jestem przekonana, że z tej książki realnie skorzystają ludzie którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że:
    -  jedzenie typu fast food jest niezdrowe i prowadzi do otyłości,
    - opychanie się słodyczami 10 razy w ciągu dnia nas utuczy,
    - jedzenie żywności przetworzonej jest niezdrowe (powaga?),
    - przechodzenie koło cukierni podświadomie działa na naszą psychikę i zmusza nas do zjedzenia czegoś mimo, że nie jesteśmy głodni,
    - zjedzenie kilograma ciastek codziennie w perspektywie czasu doprowadzi do zwiększenia numeru naszych ubrań,
    - jedzenie przed telewizorem zaburza komunikację między żołądkiem i mózgiem, co prowadzi do opóźnionej reakcji i wysłania sygnału sytości, przez co zjemy więcej niż nam potrzeba,
    - brak aktywności powoduje utratę sprawności fizycznej,
    czyli głównie Amerykanie (dlatego tam to jest taki wielki bestseller),
    przez co autorka dochodzi do 'zaskakujących' wniosków:
    - sama gotuj posiłki i jedz je w domu,
    - ograniczaj słodycze stopniowo by w konsekwencji z nich zupełnie zrezygnować,
    - kupuj na targach, a nie w supermarketach i tylko owoce i warzywa sezonowe,
    - zmień trasę do i z pracy, żeby nie przechodzić koło cukierni czy piekarni,
    - zrezygnuj z ciastek, zamień przekąski w trakcie dnia np. na orzechy,
    - celebruj posiłki, jedz z ładnej zastawy przy stole i delektuj się smakiem tego co przygotowałaś,
    - dużo chodź, biegaj po schodach, nie korzystaj z windy!

    'Więc dlaczego Francuzki - Francuzi zresztą też - nie tyją? Tajemnica tkwi w tym, że dostosowaliśmy tradycyjne jedzenie do nowoczesnego stylu życia, który wymaga zazwyczaj mniejszego wysiłku fizycznego. Jadamy wystawnie przy specjalnych okazjach, nie na co dzień, porcje są mniejsze, chociaż wybór dań jest większy. Co bardzo ważne, nawet zwykłe posiłki mają w sobie nieco tradycyjnej formalności.'

    'Problem Amerykanów to albo strach: "Jakie wino powinnam wybrać?", albo błędne podejście: "Wino? Och, jasne, pijemy wino przy specjalnych okazjach". Dla Francuzów wino to część codziennego życia i większość nie grymasi zbytnio przy wyborze. W rzeczywistości większość Francuzów  zna tylko wina z regionu, w którym mieszka. Niemniej uważam wino za ważny czynnik powodujący, że Francuzki nie tyją.'
    'Dzisiaj, kiedy jadam na mieście ze znajomymi, często jako jedyni goście w restauracji pijemy szampana, nawet jeśli nasz posiłek to tylko półmisek ostryg ze świeżym chlebem i masłem. Co oni mogą świętować w południe?, zadają sobie pytanie ludzie sączący jaskrawopomarańczowe koktajle przy barze. Życie, odpowiadam. Marlena Dietrich mawiała, że szampan sprawia, iż każdy dzień wydaje się niedzielą. Nic dodać, nic ująć.'
    Święta prawda:D

    'Czy od chleba się tyje? Bzdura! Oczywiście przejadanie się prowadzi do otyłości. Ale nie ma nic złego w chlebie per se. Wykreślenie go z diety jest żałosne, prawdopodobnie niezdrowe... i bardzo niefrancuskie. Francuzi powiadają: On ne badine pas avec l'amour. (Nie igra się z miłością). To samo dotyczy chleba, dawnej miłości, o której nigdy nie zapominamy.'
    Szczerze mówiąc nie rozumiem osób, które mają wyrzuty sumienia, że coś zjadły. Mówią sobie jednego dnia: nie będę jeść chleba (przecież u nas też wszystko zwala się na chleb i pszenicę, jakby to było jedyne źródło nieszczęścia), potem szlak trafia postanowienie, puszczają hamulce i z poczuciem winy, bez opanowania wcinają pół bochenka z masłem i ulubionym dżemem. Po co tak? Zamiast tego lepiej z największą przyjemnością i upajającym przyzwoleniem zjeść dwie kromeczki i potem cały dzień szczycić się w duchu, że dwie wystarczyły aby się świadomie nasycić, a co za tym idzie podnieść poziom endorfin i polepszyć humor.

    'Wprawdzie wysiłek fizyczny ma podstawowe znaczenie dla Montaigne'owskiego ideału zdrowego ducha w zdrowym ciele, ale ubieranie się, żeby się wypocić, to nie po francusku.'
    Jestem zwolenniczką tego samego sposobu myślenia. Sama idea celebrowania pocenia się w towarzystwie jest obrzydliwa. Rozumiem że panujący niezaprzeczalnie kult ciała opanował świat, ale przecież można sobie poćwiczyć w domowym zaciszu, jak robią to wszyscy ci, którzy mówią: 'ćwiczenia? Skąd. Moja sylwetka to zasługa genów:D' Można? Można. Da się? Da się:)

    'Całkowicie obca jest nam amerykańska koncepcja kojarząca jedzenie z grzechem i wyrzutami sumienia. Francuzka może nazywać swoje popołudniowe ciastko na tarasie kawiarni patit peche mignon, ale w sensie ironicznym (tylko francuski umysł może określać grzech jako 'maleńki' i 'rozkoszny'!)'
    Wszystkie te 'złote rady'  ja zawarłabym w jednym zdaniu 'nie spiesz się, przecież masz czas na wszystko, co sprawia ci przyjemność i jest dla ciebie ważne'. Głupotą i skrajną nieodpowiedzialnością jest bezustanne spieszenie się zawsze i wszędzie. Jedzenie mrożonych/odgrzewanych posiłków, co ma zaoszczędzić czas, jest niepojęte. Kawa na wynos, żeby nie siąść w uroczej kawiarni i przeczytać poranną gazetę o poranku, niewybaczalna. Wstań wcześniej, wyjdź wcześniej, bądź na miejscu nieco wcześniej. Nie każ innym na siebie czekać, ponieważ bezpowrotnie marnujesz ich czas. Wydaje mi się, że ludzie bez przerwy zabiegani nie mogą być szczęśliwi. Ale żeby dojść do takich wniosków potrzebna jest rozwaga i nieco obserwacji, a nie lektura książki.


    0 komentarze :

    Prześlij komentarz

     

    Etykiety

    RECENZJE (168) URODA (160) kosmetyki (153) KUCHNIA (79) DIY (76) KREATYWNIE (74) PRZEPIS (74) NOWOŚCI (63) koreańskie kosmetyki (40) deser (34)

    Prawa autorskie

    Nie zgadzam się na kopiowanie grafik, zdjęć i tekstów oraz publikowanie ich w formie elektronicznej lub drukowanej bez mojej wiedzy i zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

    klub ekspertek

    Google+ Badge

    FACEBOOK

    MÓJ INSTAGRAM