• Instagram
  • wszystko co kreatywne!

    Strony

    SPEED DATES KRAKÓW - JAK TO WYGLĄDA I CZEGO SIĘ SPODZIEWAĆ?


    Macie czasami ochotę zrobić coś szalonego? Zwłaszcza, jeśli na szali leży dobro bff, skłonne jesteśmy do spontanicznych wybryków, które w normalnej sytuacji w ogóle nie wchodziłyby w grę. Ale czymże jest odrobina spontaniczności w obliczu potencjalnego szczęścia drugiej osoby.

    Sama nie wiem jak i kiedy ten pomysł wpadł mi do głowy, ale szybka decyzja oraz związane z tym zainwestowane środki finansowe sprawiły, że nie było już odwrotu.

    I tak oto zostałam oficjalnie uczestniczką tak sławnych SPEED DATES czyli szybkich randek. Jeeeeej! Na czym polegają? Kilkanaście kobiet i mężczyzn spotyka się w jednym miejscu i mają po 6 minut na każdą osobę płci przeciwnej, aby przekonać się, czy zadziałała chemia. Koszt to około 30 zł/os.
    Ha! Kto by pomyślał, że przyjdzie mi się znaleźć w takim miejscu, zwłaszcza, że nie jestem 100% singielką! Na pewno nie ja. Ale sytuacja wymagała radykalnej rozrywki i oderwania się nieco od pracy i rzeczywistości, a perspektywa poznania nowych osób, kuszącą opcją.

    Razem z bff postanowiłyśmy, że im później w kalendarzu będzie spotkanie, tym będziemy miały więcej czasu, żeby się rozmyślić, dlatego wybór padł na najbliższe, już dwa dni później. Trzeba kuć żelazo póki gorące, bo im więcej rozsądnych argumentów na nie, tym większe prawdopodobieństwo, że stchórzymy.

    Same Speed Dates znam oczywiście z amerykańskich filmów i dość mglistej relacji z drugiej ręki od siostry koleżanki, która bądź co bądź uznała przygodę za beznadziejnie nieudaną ze względu na średnią wieku, nieco niższą niż jej własny. Jednakowoż 23-letnie panny mają nieco inny ogląd rzeczywistości co my, więc się nie liczy (Mrugnięcie oka do Oli). Ale hej, mnie to nie przeszkadza. Jednak dla nas rzeczywistość okazała się być nieco bardziej okrutna. Och i to jak bardzo!

    Jako dość młodo wyglądająca 30-sto latka nie śmiałam nawet wybierać grupy innej jak 25-35, a przynajmniej tak widziałam początkowo. Nie wiem czy to chwilowe zaćmienie umysłu, czy co, ale wkrótce okazało się, ze zamiast 5 była 7 i to niestety nie w dolnej granicy wiekowej. Może zbyt śmiało by mówić, i być może zbyt małe mam doświadczenie w tego typu eventach, bo to tylko jeden raz, ale z całym szacunkiem, grupy wiekowe powinny być węziej zakrojone.

    Mam swoje lata, ale gdyby jedna z kobiet, które zjawiły się na spotkaniu, miała to 25 lat, to z góry można uznać spotkanie za stracone, ponieważ wiek zgromadzonych panów w 90% balansował na  górnej krawędzi, a nawet ją przekraczał (sic!). Czy to nie jest tak, że takie cwaniaki szukały młodszych lasek naginając przy tym panujące zasady? Przykre.

    Ale po kolei. Skoro już wiecie co mną kierowało, pora zrelacjonować o co to moje biadolenie.

    POSZUKIWANIE ODPOWIEDNIEGO EVENTU:

    Jak pewnie większość z użytkowników neta, ja też zawierzam trafność wyników wyszukiwania Wujkowi Google. www.google.pl - wpisuję 'speed dates kraków' - enter. Pierwszy link w kolejce, owszem najpopularniejszy, ale za to 0 wolnych miejsc na najbliższy termin. Kolejny wolny 26 sierpnia. Za daleko, odpada.
    Drugi link = wolny termin, pojutrze, 3 wolne miejsca. Idziemy!

    04 lipca 2017

    Byłam podekscytowana z ciekawości, jakie osoby chodzą na takie spotkania. Co nimi kieruje? Czy będą to fajne chłopaki, które nie miały czasu poznać Drugiej Połówki ze względu na robienie kariery, lub rozwijanie biznesu, albo rzuciła ich dziewczyna po 8 latach związku czy raczej życiowe niedorajdy bojące się wyjść do ludzi ze swoich obwarowanych nieudacznością kryjówek. Ze skrajności w skrajność, wiem, można się na te słowa obrazić, ale niestety okazały się być prorocze;( Przeczytałam też opinie innych na forach internetowych oraz przejrzałam listę tematów pomocniczych, gdyby nie kleiła się rozmowa... Czułam, że jestem gotowa stawić czoła krakowskim singlom.

    05 lipca 2017 g.17:40

    Podążamy stukając szpilkami o chodnik, ubrane schludnie, na wieczorną elegancję, ale nie sexy. To specjalny zabieg mający na celu pozostanie sobą bez przesadnego strojenia się. Czysty przekaz w stylu 'taka jestem, nikogo nie udaję'. 'Wypindrzenie' się nie jest na miejscu, przynajmniej w moim mniemaniu, tak jak i zresztą nieodpowiedni jest dres lub piżama. Ale o tym nieco później.
    Dotarłyśmy przed nieco obskurną bramę 20 minut przed czasem, a przez kolejne 5 zastanawiałyśmy się, czy aby nie nawiać :D Pierwsze wrażenie miejsca niestety nas nieco zniechęciło, ale nie poddałyśmy się.
    Weszłyśmy do schowanego w podwórzu baru i odetchnęłyśmy z ulgą, bo wnętrze wyglądało sympatycznie i schludnie. Pan Prowadzący się bodaj nie przedstawił, ale to przecież nieistotne. Podałam swoje imię, zamówiłam Mojito Virgin, tak proforma, i zasiadłam przy wyznaczonym mi stoliku. Szybki ogląd sytuacji i osób przybywających na miejsce.
    Dziewczyny - młodsze, starsze, chude, grubsze, przebojowe i szare myszki w okularach. Ale za to wszystkie zadbane, ładnie ubrane, wymalowane, widać, że im zależy.
    Panowie... no tu niestety stereotypowo: sprane szorty (godzina 18:00!!!!!), koszule w stylu roku 2000 z długim rękawem przy 32 st C - pewnie innych z działu 'eleganckie' nie było, w końcu Wigilia jest w grudniu, charakterystyczne... brudne, znoszone tenisówki, jednakowe fryzury na jeża. Generalnie dramat! Trochę jak na wiejskiej dyskotece. Pomyślałam jednak, że na takich spotkaniach liczy się osobowość, i z założenia jest to znacznie łatwiejszy sposób na poznanie dziewczyny zwłaszcza dla tych nieśmiałych mężczyzn, bo ta przecież nie ucieknie i nie da krępującego kosza przez gwarantowane 6 minut. Nie zwracając na tą zasadę uwagi dałyśmy sobie z bff przyzwolenie na nawianie w trakcie trwania imprezy, bo najważniejsze jest zdrowie psychiczne ;D

    godzina 18:00

    Nie kreowałam sobie żadnego alter ego, nie kłamałam, po prostu byłam sobą. Stwierdziłam, że tak będzie uczciwie, choć oczywiście nie miałam zamiaru zdradzać wszystkich szczegółów swojego życia. Mimo wielu prób nie dałam z siebie wyciągnąć info o miejscu zatrudnienia czy klubu do którego często chodzę. To jednak dało by możliwość potencjalnemu psychopacie lub stalkerowi na odnalezienie mnie. Zastanawiałam się na ile można ufać panom po drugiej stronie stolika, ale okazało się, że bardzo łatwo dało się to wyczytać z ich twarzy. No przynajmniej ja mam taki dar, po mamusi.

    KANDYDAT NR 1
    zanotowałam: starszy niż twierdzi, ciepłe kluchy, ciągle 
     Surrealistycznie. Łysiejący, dobiegający 40-stki gość z pokolenia Yuppies! z lekką nadwagą, budzący raczej łagodne emocje, choć niezwykle dalekie od potencjalnie partnerskich. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że kogoś to może satysfakcjonować, choć tak na prawdę nie bardzo mnie poznał, ponieważ od pierwszej do ostatniej sekundy mówił tylko o sobie. Zrzuciłabym to na kark stresu i tego, że byłam pierwszą osobą, z jaką tego wieczoru rozmawiał.

    KANDYDAT NR 2
    zanotowałam: siłownia, sympatyczny, wygląda na maminsynka
    Pierwsze pytanie do mnie On: - Czym się zajmujesz?
    Ja: - Będziemy rozmawiać o pracy? Czy to ma dla ciebie znaczenie?
    On:  - Nie, tzn. o czym mamy rozmawiać?
    Ja: - Co robisz po pracy? Jakie są twoje pasje?
    On: - To znaczy, niewiele, ale spędzam dużo czasu na siłowni.
    Ok, pomyślałam, że sympatyczny. Jednak jeśli mówi prawdę, to czy cross fit będąc w istocie jego pasją nie powinien odcisnąć się widocznie w budowie jego ciała? No mniejsza z tym. Generalnie jak dla mnie sprawiał wrażenie maminsynka.

    KANDYDAT NR 3
    zanotowałam: stary, parcie na laskę, samochwała
    Kolejny Pan, bo inaczej się tego nie da ogarnąć, koło 40-stki, choć sam się zarzekał, że tylko 38. No nie wierzę. Widać, że zaniedbany. Pochodzenie zza wschodniej granicy, co oczywiście łatwo ogarnąć po prezentowanym akcencie. Wyczułam duże parcie na żonę, nie interesuje mnie oczywiście w jakim celu;P Nie dał tego odczuć wprost, ale bezpośrednie pytania o prywatne szczegóły oraz niemal o moje zarobki były wysoce sugestywne. Przedstawił w szczegółach przebieg swojej kariery zawodowej, miejsce zatrudnienia oraz nie omieszkał wspomnieć, że jest właścicielem firmy na 'wschodzie', którą raz w tygodniu kieruje przez telefon. Powaga? W tych czasach? Przez telefon? Ale ok... generalnie starszy człowiek, więc bądź co bądź nie powinno go tutaj być. Tu po raz pierwszy usłyszałam, że jego pasją jest chodzenie po górach i jazda na rowerze oraz spacery z psem. Słyszeliście o kimś, kogo pasjonowało by łażenie z psem po deszczu 3 razy dziennie? Ja też nie, i nie wiem o co chodziło.

    KANDYDAT NR 4
    zanotowałam: starszy, nic z tego, brat bliźniak dentysty, nieinteresujący
    Wiecie jak to jest spotkać w takim miejscu jakby brata bliźniaka swojego dentysty. Oczywiście, że nie! Więc powiem: dziwnie. Wszystkie zęby zaczęły mnie boleć;P Nieco przesadzam! Co prawda nie da się odmówić uroku osobistego blond, super białemu panu w mikro okularach z denkami od butelek, ale to nie było to. Sympatyczny przypadek typowego, niereformowalnego, starego kawalera bez charakteru.  Drugi, od którego usłyszałam, że jego pasją jest chodzenie po górach i jazda na rowerze.

    KANDYDAT NR 5
    zanotowałam: korporacyjny szczur, IT, typ pokroju dramat sprzed kompa
    Bardzo się stresował, miał niemodne okulary założone na rozczochrane włosy z dużymi zakolami. Widać, że praca w korpo jest jego całym życiem i sprawia mu to przyjemność. Nie omieszkał wspomnieć, że pełni tam 'niestety' stanowisko kierownicze. Zabrzmiało sztucznie, jakby chciał mi zaimponować, a ja jakoś nie uwierzyłam. Zaniedbany, widać, że wiele czasu spędza przed komputerem i nie obchodzi go to jak wygląda. Po raz trzeci usłyszałam, że jego pasją jest chodzenie po górach i jazda na rowerze. Tu zaczęłam się zastanawiać o co kaman.

    KANDYDAT NR 6
    zanotowałam: na kacu, dziwny, zdecydowanie na nie, za szczery
    To przypadek jeden na milion. Gramoli się z krzesła ze stolika przede mną. Podchodzi, wita się, wygląda dziwnie. Przeprasza, że ma chrypkę.
    Ja: - Od klimatyzacji? Też mnie coś ostatnio w gardle drapie.
    On: - Nie, zapiłem wczoraj, chyba dalej jestem pijany?
    Ja: cisza, oczy wychodzą mi z orbit.
    On: - Sorry, musiałem odreagować.
    Ja: - Twoja sprawa, ale czy nie wydaje ci się, że powinieneś się tu zaprezentować jak najlepiej, a nie jak najgorzej?
    On: cisza. Po chwili - No masz rację.
    Ja: - Często pijesz?
    On: - Czasami, kiedy muszę. Raz na jakiś czas.
    Ja: - Czy uważasz, że masz problem z alkoholem?
    On: błagalnym wzrokiem pełnym winy.
    Ja: - Dzisiejsze spotkanie jest dla ciebie okazją na spotkanie przyszłej dziewczyny, przecież o to tu chodzi. Czy nie uważasz, że pokazanie się w takiej formie i bezceremonialne podkreślanie własnego stanu skacowania może odstraszyć potencjalną partnerkę?
    On: - No masz rację.
    Ja: - Ja zawsze mam rację, ale akurat mną nie musisz się przejmować.
     chcąc zmienić temat: - Masz jakieś pasje?
    On: - Kiedyś malowałem obrazy, ale coś poszło nie tak...
    Ja: chcąc sprawdzić, czy nie ściemnia: - Jaką metodą? Tempery, oleje, gwasz, akryle...
    On: Akwarele...
    Zadzwonił dzwonek i było po rozmowie.

    KANDYDAT NR 7
    zanotowałam: stolarz, fach w ręku, sympatyczny, jak M. ze szkoły rysunku.
    Postawny chłopak z dużymi dłońmi. Sympatyczny, widać, że praca jest jego pasją. Pogadaliśmy o drewnie egzotycznym i zaletach drewna bambusowego w tworzeniu mebli na zamówienie. Miał wiedzę, którą mógł imponować. Od niego również usłyszałam, że jego pasją jest chodzenie po górach i jazda na rowerze.

    KANDYDAT NR 8
    zanotowałam:  sympatyczny, po angielsku
    To rozmowa niczym kwalifikacyjna. A ponieważ zaczął od tego ile znam języków:
    Ja: - I do speak English, Ich spreche Deutsch, Hablo espanol... który wybierasz?
    On: - Słucham?
    Ja: - Skoro zacząłeś, to wybierz któryś
    On: - Nie chcę, tylko żartowałem.
    Ja: - I don't care, choose, oder ich werde.
    On: - Ok, i prefer in English
    Ja: - Fine, perfect!
    Cała rozmowa toczyła się po angielsku. Całkiem nieźle mu szło:)

    KANDYDAT NR 9
    zanotowałam: burak, szkoda słów, negatywny stosunek do  życia, nigdy więcej takich, buc
    Tu się wystraszyłam. Tak na poważnie, jako ogół cech zewnętrznych i wewnętrznych. Gość wyglądu lokaja z rodziny Adamsów. Widać było, że ciężko mu utrzymać powieki otwarte. Generalnie zachowywał się tak, jakby był najprzystojniejszy na świecie lub miał dużo kasy. Ciężko to dokładnie opisać, ale to taka niezdrowa pewność siebie, podszyta pogardą dla drugiej osoby. Aż mnie ciarki przeszły. Może to nieco dziwnie zabrzmieć, jak w amerykańskich filmach, ale dzieliło nas co najmniej kilka lig, a jednak miałam wrażenie, że daje mi odczuć, że szkoda na mnie jego cennego czasu. Surrealistyczne wrażenie, które może miało mnie postawić w obliczu jego wyimaginowanego uroku. No nie udało się. A wyglądało to tak:
    On: - Nie wiem po co tu przychodzicie?
    Ja: - Słucham?
    On: - Jeżeli chcecie tylko przyjaciół, to po cholerę tu przychodzicie?
    Ja: nadal opanowana, choć już wystraszona - Nie rozumiem.
    On: - Skoro wy szukacie przyjaciół, to nie rozumiecie, że ja szukam koleżanki?
    Ja: krew odpłynęła mi z twarzy. Socjopaci mają tendencję do generalizowania i przypisują wszystkim kobietom cechy zaobserwowane w zachowaniu jednej kobiety, którą najczęściej jest matka. - Rozumiem, że w poprzednich rozmowach ktoś cię poinformował, że nie szuka chłopaka.
    On: - Ja szukam koleżanki. Rozumiesz?
    Ja:  - Nie mam zielonego pojęcia co się kryje pod tym określeniem, ale jeżeli jakaś dziewczyna wprost ci mówi, że widzi w tobie co najwyżej kolegę, to znaczy, że nic z tego nie będzie, a już na pewno nie miłość od pierwszego wejrzenia. Nic na siłę, a ona ma prawo do odrzucenia kandydatów. Myślę jednak, że spośród 14 dziewczyn, być może któraś da ci szansę i obdarzy cię sympatią.
    On: - Tego się dowiesz, jak zobaczysz po ogłoszeniu wyników, czy dałem ci szansę.
     Ja: pewnie zbladłam, zrobiło mi się gorąco, oblał mnie pot. Przez chwilę się bałam.
    Zadzwonił dzwonek i koszmar się skończył.

    KANDYDAT NR 10
    zanotowałam: wieśniak
    To był ciężki przypadek... bardzo ciężki. Z wyglądu (ciężki srebrny łańcuch na szyii) i zachowania...
    On: - To twój pierwszy raz?
    Ja: - A co? Widać?
    On: - Nie, dlaczego?
    Ja: żeby przerwać marazm - Jesteś z Krakowa?
    On: - Kraków jest do dupy! Zostałem zmuszony do przyjazdu tutaj.
    Ja: - Ja jestem Krakuską, kocham to miasto.
    On: - To takie zatłoczone miasto, brudne, nie znoszę tu być!
    Ja: - Trudno żeby nie było, co roku odwiedza go około 8 milionów turystów.
    On: wyraźnie mnie ignorując - Rynek powinien być pusty, a nie tyle ludzi, brud i smród. To takie beznadziejne miasto, nie to co Wrocław. Tam jest super. Nie ma tyle ludzi!
    Ja: żeby przestał już obrażać moje miasto, bo może się to skończyć rękoczynem - Skąd jesteś?
    On: - Z Olkusza. To ponad 100 km od Krakowa. Mam tam dom, jeżdżę, ale droga jest męcząca.
    Ja: - To tylko 100 km...
    On: - To męczące autobusem, tzn. mam oczywiście samochód, .... a ty czym się zajmujesz?
    Jego pasja: oczywiście chodzenie po górach i jazda na rowerze. Pomyślałam, paranoja.

    KANDYDAT NR 11
    zanotowałam: pozer, cwaniak
    Myślę, że to przypadek jakich wiele. Gdyby mógł, przeszedłby stolik, tak się nachylał. Z chęcią naruszyłby moją słodką przestrzeń paplając coś o własnych firmach dokładających szampony na sklepowe półki i mamrocząc coś o mglistej wizji salonu kosmetycznego dostępnego tylko dla wybranych i dla klientów od szmponów. Dziwne zachowanie starające się wykreować wizerunek zajebistego gościa, które jednak przeważnie zdaje się być jedną wielką bujdą, a kłamcy to nie najlepszy materiał na partnera. Ja ich określam jako 'lepkie rączki'. Brrrrr.... z daleka.

    KANDYDAT NR 13
    zanotowałam: sympatyczny, sony Xperia, IT
    No cóż, można też przez 6 minut pogadać o wyższości Sony Xperia na iPhonem, wadach i zaletach, jakości aparatu zamontowanego w obu modelach. O McBook Air i jego fantastycznych funkcjach. Można? Można:) Nic więcej nie pamiętam z tej rozmowy.

    KANDYDAT NR 12
    zanotowałam: ciepłe kluchy.
    Nie jestem na 100% pewna, ale mam wrażenie, że to ten, który dąży do celu.
    On: - Cisza, wzrok zbitego psa.
    Ja: - Co lubisz robić po pracy? Jak się najchętniej relaksujesz?
    On: - Lubię tańczyć.
    Ja: - Poważnie? Co konkretnie?
    On: Chodzę na lekcje Discofox?
    Ja: - Wow! Co to takiego?
    On: - Takie tam...
    Ja: - Pewnie nauka współczesnych kawałków, żeby można było zabłysnąć w klubie na imprezie?
    On: nieco zmieszany - No właściwie tak, po to tam chodzę....
    Ja: - Żeby nabrać pewności. Super, dąż do celu, a nabierzesz wprawy i zabłyśniesz.
    Generalnie bardzo sympatyczny, aczkolwiek nieśmiały. Fajnie, że stara się coś zmienić, wyjść do ludzi, nabrać pewności siebie. To się chwali.

    KANDYDAT NR 14
    zanotowałam: dziwny, bardzo się starał
    Nie mam żadnych wspomnień z nim związanych. Musiał być nieciekawy, skoro go nie zapamiętałam.


    KANDYDAT NR 15
    zanotowałam: najmłodszy, IT, inteligentny i bystry
    Najlepsze zostawiłam na koniec, mimo, że był w środku spotkania. Aby zbudować napięcie przed tym, że może jednak takie spotkania mają sens. Bo ten kandydat to przykład na to, że w gąszczu pomyłek znajdzie się i perła. Obie z bff miałyśmy podobne odnośnie jego spostrzeżenia: najmłodszy ze wszystkich, choć starszy od nas, niezwykle bystry, zabawny i szczery. Zupełnie inny od wszystkich pozostałych. Kontrast był tak duży, że zaczęłam rozważać, czy nie powinnam go zaznaczyć. Na szczęście rozsądek przyszedł na czas, no bo przecież kartkę musiałam oddać bez znaczników. Bardzo przypominał mi jednego z moich kolegów, z którym miałam przyjemność przebywać na wymianie w Danii: szczery, inteligentny, poczciwy, z wyjątkowym poczuciem humoru. Jego żarty mnie bawiły i dlatego lekkim ruchem głowy zagarnęłam go na 10 minutowej przerwie, aby z nim pogadać i żeby nie siedział sam, bo wiem, że to nie najfajniejsza sprawa. Swoją drogą ciekawe czy mnie zaznaczył? Gadaliśmy o przepisach na karpatkę, już widziałam że nie z Krakowa ;D, i jemu jako jedynemu zdradziłam, że jestem blogerką. O dziwo nie wystraszył się. Nie flirtowałam z nim jednak, no bo nie taki miałam cel, jednak rozmawiało mi się swobodnie i wyśmienicie. On też wspomniał o pasji do chodzenia po górach, dlatego nie wytrzymałam i sprawdziłam jego wiedze o topografii Tatr, którą ku mojemu zdziwieniu jak najbardziej znał. Wspomniałam o mojej histerii na Zawracie, a on o przygodach na Orlej Perci. Wiedział co mówi, bo po prostu tam był. Miła odmiana. Prezentował się też znacznie lepiej niż reszta, choć akurat tak na prawdę nie miało to w jego przypadku dużego znaczenia. Mam nadzieję, że na spotkaniu znalazł dziewczynę, która go oczarowała.

    O czym jeszcze toczyły się rozmowy? No nie byłabym sobą, gdybym nieco nie poeksperymentowała z ich wiedzą. Zatem kiedy zadano mi pytanie odnośnie koloru, powiedziałam że czarny, bo taką mam sypialnię .... wyraz twarzy.... bezcenny....choć to oczywiście prawda. Były rozmowy o to jaki sport uprawiam, na co zgodnie z prawda powiedziałam że co najwyżej shopping, choć chodziłam do szkoły sportowej. Rozmawiałam o kinie i moich ulubionych koreańskich filmach (różnie próbowali wybrnąć, łącznie z przywoływaniem Bruce Lee, którego filmy przypadają na czasy przede mną, czym zdradzali swój wiek), poleciłam ulubione strony ze sprawdzonymi przepisami kwestiasmaku.com i mojewypieki.com. Rozmawiałam o dynastii Kimów, Scjentologach... aż mnie korciło aby wciągnąć ich w temat Płaskiej Ziemi, ale to mogłaby być duża przesada. Wiecie, nie chciałam przeginać. Pytano o moją pasę więc mówiłam o tworzeniu biżuterii soutache, dokładnie tłumacząc na czym polega, o muzykę jaką lubię (słysząc pojęcia typu Maluma, latino, bachata, Daddy Yankee, Luis Fonsi, cumbia, reggaeton - lubisz rege?) o dziwo kapitulowali. To dla mnie bardzo cenna lekcja i nauczka dla innych, że partnera trzeba szukać na neutralnym gruncie, wokół siebie, a nie na przeznaczonych do tego imprezach, na których można spotkać desperatów.

    A teraz fakty:

    80%  nie było z Krakowa Nowy Sącz, Olkusz, Kłaj....
    80% ich pasją jest chodzenie po górach i jazda na rowerze. Chyba są jakieś szkolenia dla panów, bo nie wieżę, żeby to była prawda, zwłaszcza, że większość z nich nawet nie ogarniała nazw gór i schronisk. To po co kłamać?
    70 % pierwsze pytanie zadało o pracę mimo iż w instrukcji obsługi napisane jest, że rozmowy o pracy, religii, polityce i byłych są niemile widziane 
    100% starszych od nas a byłyśmy w środku wiekowej stawki
    80% zapytanych nie pamiętało tytułu książki którą ostatnio przeczytało
    50% działało w branży IT 
    90% czuło się niepewnie w mojej obecności byli wyraźnie podenerwowali, rzadko kiedy patrzyli mi w oczy (nie, nie miałam dekoltu).

      Co z tego wynikło? A no niewiele. Spodobałam się tylko 5 panom na 15, więc wynik poniżej krytyki! Hahahaha....Chyba się zapłaczę:D Drugi raz wołami mnie bff na coś takiego nie zaciągnie, a jest czego pozazdrościć, ona miała 12/15! Szacun. Jeśli nie zawęzi się wieku co 5 lat, to nie wróżę takim eventom wielkiej skuteczności. I jeszcze jedno. Wiecie, gdybym na poważnie szukała partnera, to z tego spotkania wyszłabym jeszcze przed jego rozpoczęciem. Dlaczego? Nie tylko mężczyźni są wzrokowcami, kobiety również. Nie wiem czy są laski świadomie szukające facetów, którymi trzeba się zająć od podstaw. Zaniedbani nie są atrakcyjni, nie ważne czy jesteś urodziwy czy nie, przecież możesz się ubrać schludnie, czysto i pachnąco. To nie jest takie trudne. 
    MIELIŚCIE OKAZJĘ KIEDYŚ UCZESTNICZYĆ W TEGO TYPU SPOTKANIACH? JAKIE SĄ WASZE WRAŻENIA? JAKIEŚ RADY DLA TYCH, KTÓRZY SIĘ WAHAJĄ PRZED PÓJŚCIEM? 

    17 komentarze :

    1. Zawsze mnie intrygowały takie spotkania (tak filmowo), ale po tej relacji to jednak... choć słyszałam o parach, które poznały się w taki sposób, więc kto wie... :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ja też słyszałam o takich parach, choć osobiście nie znam żadnej:)

        Usuń
    2. Nieźle się ubawiłam przy czytaniu :D jestem mężatką, więc taka rozrywka odpada, ale gdybym była singielką, po przeczytaniu tegoż szukałabym w sieci najbliższego fast date :D

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Prawda. Tak dla fun'u. A nóż widelec ktoś zajebisty pomyśli w tym samym czasie tak samo i ot, fajny człowiek spotkany:)

        Usuń
    3. nie jestem zainteresowana, ale ciekawie to opisałaś :D

      OdpowiedzUsuń
    4. Nie, ale przyznam że dla samego doświadczenia i przygody chętnie bym na coś takiego poszła ;).

      OdpowiedzUsuń
    5. Ale to ciekawe wydarzenie. Nie wiedziałam, ze są dostępne "od ręki". Do tej pory widziałam takie randki tylko w filmach. Swoją drogą to całkiem fajna kwota na pierwszą randkę. A ciekawe czy zdarzają się tak niedobrane osoby, że zapada niezręczna cisza. Na tak krótkim spotkaniu to byłoby dziwne.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Myślę, że jeżeli komuś na serio zależy i od pierwszego spojrzenia się zawstydzi to jest to możliwe. Wielu z tych panów czekało na mój pierwszy ruch,zagajenie rozmowy. Mnie to rybka, ale generalnie to trochę tak, jakby od razu startowali z pozycji pantofla.

        Usuń
    6. Genialny wpis! Usmialam sie a przy tym zobaczylam,jak to wygląda w rzeczywistości. Bo tez znam to tylko z telewizji i kiedyś marzylam by pojsc na taka randkę. Ale teraz juz za późno :p mój partner pewnie pogonilby mnie z domu.ale to fakt -kobiety na randki sie szykują, a faceci ubierają sie byle jak...

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No i powiedz gdzie tu logika? ;D Sama nie wiem, czy to tylko przypadłość polskich mężczyzn/singli? Nie raz się słyszy, że ktoś mówi, że jak jakiś facet jest wymuskany to gej. Czy dlatego oni chodzą niedbale ubrani i niedomyci? Paranoja! :D:P

        Usuń
    7. Zawsze mnie to interesowało ale raczej z poziomu socjologicznego, czy społecznego.. Czy ludzie naprawdę w ten sposób znajdują drugą połówkę? Czy da się oczarować kogoś w minutę? :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No i właśnie dlatego ja tam poszłam. Fascynują mnie relacje miedzy ludzkie, sama nikogo nie szukam, ale uczestnictwo i obserwacja innych były wielce pouczające:)A konkretnie w 6 minut...

        Usuń
    8. Ciekawe doświadczenie. Generalnie koszulę z dlugim rękawem bez znaczenia na temp zaklada sie na eleganckie wyjscia. No ale szorty do tego... słabo

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Niby tak, bo eleganckie koszule z krótkim rękawem w ogóle nie powinny istnieć, ale jest jeszcze kwesta odpowiedniego podwinięcia długiego rękawa, ale rozumiem, że to wyższa szkoła jazdy ;D

        Usuń
    9. Byłam raz w życiu.. Nie wiem czy się jeszcze skuszę.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Och! i jakie są twoje odczucia? Masz jakieś inne spostrzeżenia niż ja?

        Usuń
    10. Chyba bym się nie odważyła :D ale fajnie przeczytać relację "z pierwszej ręki" bo tak to widziałam tylko w filmach :)

      OdpowiedzUsuń

     

    Etykiety

    RECENZJE (167) URODA (158) kosmetyki (151) KUCHNIA (79) DIY (75) KREATYWNIE (74) PRZEPIS (73) NOWOŚCI (63) koreańskie kosmetyki (39) deser (34)

    Prawa autorskie

    Nie zgadzam się na kopiowanie grafik, zdjęć i tekstów oraz publikowanie ich w formie elektronicznej lub drukowanej bez mojej wiedzy i zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

    klub ekspertek

    Google+ Badge

    FACEBOOK

    MÓJ INSTAGRAM